O mnie

Nie będę się rozpisywać.Miało być o naturze,a nie o mnie ;p PS:Ulubiony kwiat konwalia

niedziela, 5 grudnia 2010

Rozdział 6 - Zawstydzeni...i....na ostry dyżur

2-D znał tylko jedną osobę z czerwonym okiem....Murdoc....ale szybko odgonił tę myśl.Nawet on nie jest
aż tak okrutny..chyba.
-Pamiętasz coś jeszcze?
-Nie chyba nie,ale jak się zastanowię to,że wcześniej przed tym okiem bardzo długo było mi niedobrze.-skończyła
Elena.
-Może od samochodu?-spytał Stuart
-Chyba,ale to "coś"ciągle się chwiało
-Może statek?
-Raczej tak,ale co my,znaczy ja teraz zrobię?-wystraszyła się dziewczyna
-Jakie "ty"?!Pamiętaj teraz ja jestem..jakby to powiedzieć..jestem za ciebie odpowiedzialny-usmiechnął się
Elena natychmiast oblałą się rumieńcem.
-No to od czego zaczynamy,na razie jesteśmy w punkcie wyjścia-Odparł żywo 2-D
-Sądze,że powinniśmy iść do Gerarda Smitha.-powiedziała kobieta patrząc w okno
-Kto to?
-Nie wiem,jego numer miałam w torbie
-O nie może to jej chłopak!-pomyslał wokalista,ale nie powiedział tego na głos
-Sądze,że to mój lekarz.-odparła
-Czemu tak uważasz?-spytał zaciekawiony
-Bo pamiętam,że często z nim rozmawiałam w jakimś bardzo jasnym śmierdzącym szpitalem pokoju.
2-D bardzo się zdziwił,że pamięta takie rzeczy.
-To kiedy do niego idziemy?-spytała Elena
-Może zaraz?-zaproponował
-Bardzo mi przykro,ale spójrz na mnie i na siebie sądze,że pan Smith może poczekać,a na pierwszym
miejscu powinien znaleźć się prysznic-zażartowała
-Myślę,że masz racje-wyszczerzył swoje "nieuzupełnione" zęby,ale zaraz sobie przypomnił sobie o
wielkiej dziurze w ustach i szybko je zamknął
-Nie martw się twoja dziewczyna musi miec szczęście,że nie masz dwóch zębów,musisz dobrze całować-niestety dopiero teraz
zorietowała się co palnęła i natychmiast oblała sie rumieńcem i odwróciła sie do 2-D tyłem.Zaczęła płakać,od łez gorset ją uciskał
przeraźliwie.Do 2-D teraz doszło co powiedziała,ale dopiero po 2 minutach zrozumiał prawdziwe przesłanie jej słów.Teraz
też usłyszał jej płacz i niewiele myślac podbiegł do niej i ją obiął.Elena sądziła,że wokalista nie będzie chciał ją znać.Ale myliła
się.Nawet wręcz przeciwnie jeszcze bardziej ją pokochał(nie ma co owijać w bawełne wszyscy którzy są wiernymi czytelnikami wiedzieli,że tak bedzie)
-Serio tak uważasz?-spytał śmiało 2-D.Elena płakała jeszcze 10 minut(w piatej minucie usiedli na kanapę),ale doczekał się odpowiedzi.
-E chy..chyba tak..ja ..-i znowu zalała się łzami.Kolejne pół godziny minęło na jej płacz i cichy mamrotanie pod nosem,ale wokalista
cierpliwie czekał.Na każde pociągnięcie nosem przytulał ją mocniej do siebie.W końcu byli tak blisko,że jeśli które kolwiek by się obróciło
natychmiast walneło by tego drugiego/drugą.
-Prze..przepraszam skończyłam chyba już w ogóle nie mam wody w ciele.-powiedziała nieśmiało się uśmiechajac.
-Chodźmy do kuchnie zrobie nam kawy-zaproponował Stuart
-Bardzo chętnie-powiedziała takim tonem jak by za chwilę miała się przewrócić.Niestety jej głos mówił sma za siebie.
Elena zrobiła mocną wywrotkę i walneła głową kant stołu do kawy.Reakcja 2-D była w tempie błyskawicznym podbiegł do kobiety,a po drodze wziął telefon
z kuchennego blatu.
-Pogotowie będzie za 15 minut,wytrzymaj!-powtarzał mężczyzna,ale ona patrzyła wzrokiem jakby była po 20 zgrzewkach piwa.
2-D był juz cały w jej krwi,ale miał to gdzieś.Nie chciał jej za nic zostawiać.W końcu przyjechała karetka i zabrała ich oboje do szpitala.


*

-CZY ONA PRZEŻYJE?!-darł się na cały głos Stuart
-Przykro mi proszę pana,ale już panu mówiłem,że okaże się dopiero kiedy panna Valentin wróci z prześwietlenia.-odpowiedział spokojnie doktor
Kiedy 2-d wychodził z gabinetu powiedział pod nosem-Mam cię w dupie.-I nawet nie myśląc pognał na trzecie piętro.
Po godzinie spędzonej na korytarzu z pomieszczenia wyszły dwie stare pielęgniarki.2-D postanowił się schowac za rogiem,bo nie był pewny
czy moze tu przebywać.
-Biedna ta mała co nie Elizabeth?
-To prawda w takim wieku mieć guza mózgu,to takie smutne
Każda nawet najmniejsza komórka 2-D zaalarmowała.Mężczyzna ze łzami w oczach dogonił dwie kobiety.
-Co,co,co,co się stało m..m..mojej..-zaczął,ale nie wytrzymał,można powiedzieć,że rozpłakał jak małe dziecko.
Jesteś jej mężem,bratem.kuzynem lub kimś z rodziny,jeśli nie to nie możemy cię wpóścić.
-Ja..mhhm.jestem jej..mężem.-odparł i miał nadzieje,że się nie zarumieni jak zawsze kiedy kłamał.
-Acha w takim razie zapraszamy panie-kobieta pogrzebała trochę w papierach i powiedziała-panie Valentine.
-Dziękuje-2-D wszedł po cichu do pokoju nr 1408(pokój z horroru "1408"xD)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz