(PS:Rozdział będzie pokazywał pokazywał
jakieś pół roku przed ostatnim rozdziałem,z perspektywy
Murdoca.)
-O w morde-zakląłem w duchu.Nie mogłem uwierzyć,że w końcu udało mi się wziąść wolne,rzucić to wszystko
chociaż na jeden miesiąc to i tak miejsca są zajęte!Moje marzenia wyglądały prosto plaża,piękne laski i alkohol.
Ale nie oczywiście w durnym biuru podróży nie mam już miejsc na Hawaje!Siedziałem właśnie przed komputerem
i zastanawiałem się dlaczego to właśnie mnie spotyka.Russel pojechał od matki,a 2-D..nawet nie wiem co ze sobą
zrobił,prawdopodobnie siedzi w domu i płacze za Noodle.Nagle zrobiło mi się niedobrze.Yamknieta już szafka z napisem Noodle
znowu się otworzya.Syzbko jednak o niej zapomniałem bo dość już miałem tej bezzczynności.Wszedłem z domu zatrzaskując
za sobą drzwi.Po kilkunastu minutach doszedłem do biura podróży "Tropiki" i zaczekałem aż wzstarczająca już
i tak kolejka się poruszy.Kiedy doszedłem do kasy uśmiechnęła się do mnie kasjerka(co było dziwne) i zacząłem z nią rozmawiać.
-Zarezerwowałem lot już tydzień temu,a dziś do staje e-mail,że wycieczka została odwołana!
-Przykro mi,ale nic na to nie poradzę.-Odpowiedziała mi smutno kobieta
-Ale ja chce na Hawaje!!!
-No dobrze,już spokojnie znalazłam jedno miejsce prosze o to bilet,dowidzenia.-Nie zamierzałem jej odpowiadać poprostu dziękowałem,
że jednak się udało.Lot miałem za trzy dni więc już dziś zacząłem się pakować.Te dni mijały stanowczo za wolno.Jednak
się doczekałem.Właśnie wchodziłem na pokład samolotu kiedy przeszedł mnie zimny dreszcz.Dziwnie się poczułem,bo nigdy
nie miałem lęku przed samolotami.Kiedy znalazłem się na swoim miejscu zapiąłem się tylko pasami i zaraz usnęłem.
Obudziłem się i odrazu zerknąłem na zegarek minęła dopiero połowa lotu.Nagle zaczeło nami trząść,pomyślałem,że
to nic takiego bo już nie raz latałem kiedy były turbulęcje.Niestety trzęsienia nie ustąpiły i za każdym razem było
coraz gożej.Nie chciałem czekać aż się tu zabiję więc kiedy inni panikowali i żegnali się z bliskimi ja po cichu przemkąłem
na drugi koniec samolotu złapałem pierwszy spadochron i mimo,że już wszyscz zobaczyli co robię nie próbowali mnie zatrzmać.
I tak by im się to nie udało.Byłem jakieś 100 m nad ziemią kiedy dostrzegłem jakiś kolorowy punkt zamierzałem tam dopłznąć
jak tylko wzlądujue w wodzie.Niestety było to owiele dalej niż przypuszczałem.Po godzinie męczenia się dopłznąłem do nieznanego mi lądu.
PS:Rozdział bardzo krótki,wiem ale obiecuję,że nad następnym bardziej się postaram Pozdrawiam
dzięki za następny rozdział ! :) przez niego jeszcze bardziej nie mogę doczekać się kolejnego , w którym mam nadzieję napiszesz co było dalej z Eleną i 2d ! rozdział krótki bo krótki ale przynajmniej jakby ci się usunął tak jak mi ostatnio to mniej byś się napisała znowu... ja skasowałam przypadkiem długaśny rozdział i cierpię niemożliwie... dziś to nadrobię ale to już tak odbiegając od tematu. Trzymam kciuki za dalsze rozdziały :)
OdpowiedzUsuń